Kalendarium

Bośnia

To nasz ostatni dzień. Mamy ponownie okazję przejechać się uroczą drogą M18. Nigdzie nie musimy się spieszyć, niemniej pogoda niespecjalnie zachęca do jazdy. Na szczęście nie ma deszczu, jedynie depresyjna szaruga. Pod koniec drogi do Banja Luki zaczyna się nasz wyścig z wielką chmurą deszczową. Na nasze szczęście ulewa nie może nas dogonić, choć ścigała się z nami dobre 40 minut. W końcu docieramy do hotelu. Już przy wjeździe do miasta delikatnie nas skropiło, jednakże tylko ku przestrodze.

Szósty dzień to przede wszystkim trasa – bardzo wymagająca trasa. Z samego rana opuszczamy Chorwację i przez Bośnię i Hercegowinę udajemy się na granicę z Czarnogórą. Kierujemy się w stronę słynnego Durmitoru, ale zanim go przejedziemy, chcemy zatrzymać się przy monumentalnym moście na Tarze.

Dzień rozpoczynamy od przejazdu nieznaną wśród motocyklistów drogą M20, nazywaną Autostradą do Nieba. Odcinkami nawierzchnia jest zupełnie nowa. Reszta drogi w przyzwoitym stanie, choć nie wszyscy podzielają to zdanie. Momentami może zdarzyć się piasek lub żwir. Niejednokrotnie wyprofilowanie zakrętów może zaskoczyć. Wspaniałe góry wokół, liczne tunele i trudne zakręty sprawiają, że ten fragment trasy jest punktem obowiązkowym wyprawy do Bośni i Hercegowiny, dedykowanym przede wszystkim motocyklistom lubiącym wyzwania.

Nasz pierwszy dłuższy przystanek to wodospady Kravica, przez niektórych określane jako kawałek raju na ziemi. Trudno się dziwić takim opiniom. Dziesiątki wodospadów rozstrzelonych na ponad 100 m, a wszystko otoczone zielenią. Woda wypływa, wydawać by się mogło znikąd, spadając z wysokości nawet 25 m. Co jest jednak najdoskonalsze, w wodospadach Kravica można się kąpać!

Zaraz po śniadaniu udajemy się nad Modre Jezioro. Kręta kamienista droga prowadzi na dno ponad 120-metrowego krateru. Nasz wysiłek opłacił się – chłodna woda rozbudziła nas natychmiast. Nie byliśmy na miejscu pierwsi. Po kąpieli czeka nas jeszcze długa droga na górę.

Pogoda na dziś zapowiada się wspaniale! Wyruszamy punktualnie o 9 i udajemy się drogą M16, biegnącą wzdłuż rzeki Vrbas, do naszego pierwszego przystanku. Po drodze, na jednym ze skrzyżowań, jesteśmy kierowani przez policjanta w boczną uliczkę. Policjant informuje nas, że musimy kierować się objazdem, nie tłumacząc nic więcej. Po kilku kilometrach straciłem pewność, że odnajdę znak kierujący nas z powrotem na właściwą drogę. Zdecydowaliśmy samodzielnie wyznaczyć objazd, co było bardzo dobrym pomysłem.